Uff.. Po ochłonięciu i długotrwałym dochodzeniu do siebie, byłem w stanie wyprzeć traumatyczną wizję twarzy czegoś,
co śmiało mogę nazwać karykaturą kobiecości. Zatem, jestem, piszę, rozmyślam. I wpadło mi do głowy pytanie.
Co jest wizytówką człowieka? Taką ''naj-'', ''naj-''. W sumie to jest zabawne - więc co jest wizytówką człowieka w necie?
Ok, załóżmy, że twarz. Twarz wyraża emocje, jesteśmy z nią nierozerwalnie związani, jest unikalna i pierwsza rzuca się
w oczy, kiedy kogoś poznajemy realnie. No, ale co powiecie o kimś, kto na kilkunastu stronach posiada jedynie zdjęcia swojej twarzy, w ilości więcej niż jedno na dzień? Co odczytacie? Że humor mu się różnił? Że zmienił uczesanie? Przebrał się? Umalowała się? Że pozuje? Moim zdaniem to niewypał, bo większość zdjęć zazwyczaj potrzebuje komentarza, gdyż same nie wzbudzają właściwych emocji lub mogą zostać źle odebrane bez pełnego kontekstu. No, a 200 zdjęć tego samego po prostu nudzi. Nie wiem czy można to nazywać ''szerzeniem własnej zajebistości'', jeśli polega ona tylko na tym, że wyglądasz tak jak wyglądasz i pokazujesz to istniejąc.
No to może życie osobiste? Sporo osób na blogach spowiada się ze swoich osobistych problemów, przeżyć, historii rodzinnych, planu dnia, ważnych dla nich wydarzeń. Nawet ja czasem zawierałem rozmyślania, na temat swoich wspomnień. Ale znów nie każdy rzuca obcemu człowiekowi swoimi prywatnymi sprawami w twarz. Ze wstydu, strachu czy chęci zachowania własnej intymności. Fajnie, że to nas odróżnia, ale tutaj najczęściej opowiadanie o ''takich'' sprawach jest oznaką głupoty lub słabości. A w każdej możliwej rozmowie/kłótni/wymianie informacji, takie dane są tak właściwie szargane.
Nikogo nie obchodzi czemu jesteś tym kim jesteś, czemu dokonałeś takich a nie innych wyborów. Interesuje ich efekt końcowy, czyli zachowanie, które prezentujesz, które mogą ocenić. A samo zachowanie, bez rozumienia przyczyn, jest gówno warte.
Jest jeszcze coś takiego jak przynależność do jakiejś grupy. To zobowiązuje do jakiegoś zachowania, ale też wywołuje zachowanie zgodne z członkami grupy. Przez przyjęcie ideologii można się w jakimś stopniu określić. Osobiście bardziej bym o tym pomyślał jak o przypinaniu łatek i stereotypach, kiedy musimy uprościć nas samych, żeby się wytłumaczyć.
Gdybym miał np. rozważać termin ''szowinista'' w odniesieniu do mnie.. Cóż, zaliczam się do tej grupy, ponieważ co?
(Tu pomyślcie chwilkę kto to taki i jakie ma cechy.) Więc, jestem z gatunku tych, wychowanych by otwierać kobiecie drzwi, nieść jej torbę, trzymać parasol, podsunąć krzesło, ustępować miejsca. Uważam, że najlepsze związki to te, w których dwie osoby współpracują, na zasadach, które sami ustalą. Chciałbym kobiety zaradnej, która wie, że należy ugotować obiad
i sprzątnąć mieszkanie. Która rozumie, że mimo podziału obowiązków, obie strony powinny mieć podstawowe umiejętności. Fakt, iż bywam bezczelnie chamski w stosunku do wielu kobiet, wynika z tego, że nie każdy w moim względzie zasługuje na szacunek. A wszelkie paniusie, które wymagają specjalnego traktowania, uprzejmości i wielu innych rzeczy np. ustępowania im w dyskusji lub przemilczania: ''gdybyś był prawdziwym mężczyzną to byś przemilczał dla dobra damy!'', w przypadku, gdy mamy RÓWNOUPRAWNIENIE, o które głównie walczyły kobiety i feministki, i w sytuacji, kiedy paniusie nie mają racji
i zaczynają krzyki - NIE ZASŁUGUJĄ na uprzejmość i mogą wracać do kuchni na łańcuch, bo tam jest ich miejsce.
A ja muszę dalej nazywać siebie mianem szowinisty, bo tak jest krócej, wygodniej i plotki są ładniejsze.
Więc oceńmy ludzi po ich poglądach. Fakt, to daje duże pole do popisu, jednak tylko w sytuacji, kiedy kogoś słuchamy
i próbujemy zrozumieć i zaakceptować. W necie tyle jest zdrowej, racjonalnej i kulturalnej dyskusji.. że aż mi to bokiem wychodzi. Na początku zaczyna się szufladkowanie - ateista, lewak, skurwysyn, pedał. Potem ''moja racja jest najmojsza''.
A na końcu wszyscy do gazu, na czele z matką rozmówcy. Więc to nie zawsze jest bezpieczne, ale jak najbardziej nadaje się do poznawania. I na wizytówkę.
Moim ulubionym kandydatem na wizytówkę jest sposób odbierania świata, sposób reagowania na różne sytuacje, sposób myślenia. Pozwala chyba na najszerszą obserwację emocji i zachowań, stwarza pole do formułowania i sprawdzania hipotez, nie odbiera anonimowości i nie stwarza zwykle sytuacji oceny ze strony rozmówcy. A łatwiej wyjaśnić co i czemu byś zrobił, niż opowiadać w co wierzysz, jak, dlaczego, po co, od kiedy, w jaki sposób to się zmieniało.
Najlepszym ze wszystkiego byłoby połączenie tych rzeczy.. Ale to mamy jedynie realnie. A i tak nie obejmuje to nigdy całości. Dlatego uważam, że ważne jest słuchanie i przekazywanie własnych słów tak, by inni je właściwie zrozumieli. Przekazywanie tego, co chcemy pokazać innym, w przystępny, jasny sposób. A na początek, poznanie tego, co chcemy pokazywać i w jaki sposób możemy to robić.
Ja jeszcze nie do końca wiem, co chcę powiedzieć, ale robię to tutaj, uczę się z każdym słowem i mam nadzieję, że kiedyś zrozumiem.
niedziela, 13 kwietnia 2014
czwartek, 10 kwietnia 2014
Biegnij! TO żyje!
Zostałem dziś porażony.. Ogromem.. Ogromem.. Nie wiem jak to nazwać.
Sądziłem, że widziałem w życiu wiele, że jestem tolerancyjny, opanowany, niewielu rzeczy się boję i niewielu brzydzę.
Umiem wyrazić sporo emocji, opisać wiele rzeczy. Ale to co przemawia przeze mnie teraz, to szok i niedowierzanie.

Na mojej drodze przez przypadek stanęło grube, rozczochrane, różowe, wytapetowane samniewiemco. Machając kuprem
w kolorowych gaciach, krzywiąc swój przeraźliwy pucołowaty pysk, wyskoczyło z ładującej się strony.. Z potokiem lizaczków, piesków, kolorowych literek, błyszczących ozdóbek, serduszek, różu, gifów z alkoholem i słodyczami.. W 12 cm szpilkach.. Moja szczęka mimowolnie uderzyła o blat stolika, drżące wargi próbowały pozbierać odpływające szybko myśli. Ułożyć je
w słowa lub chociaż krzyk obrzydzenia.. Z każdej powierzchni niepokrytej różem, ziały szeroko otwarte ślepia, wykrzywione usta. W tle, złowieszczo przewalały się gadżety każdej możliwej, różowej marki zabawek dla dziewczynek. Brokat, cekiny, ćwieki. Plakaty popowych nastoletnich gwiazdeczek. To wszystko wprawiało mój mózg w szaleńczą dezorientację.. Postępując
w każdą możliwą stronę, przemierzając każdy społecznościowy portal.. Wszędzie widziałem tę wykrzywioną, zamalowaną podkładem twarz. Jeden wielki różowy pop art.. Następna.. Poprzednia.. Strona 1, strona 2, strona 50. Ten sam widok.
Jak różowe kafelki z powtarzającym się wzorem.. Identyczne. Prawie identyczne. Oszołomienie powoli przechodziło
w nerwowy lęk.. Lekkie tiki, niemożność skupienia wzroku. Mózg zaczynał się restartować, odpierając atak różu. Zakryłem twarz dłońmi. Oczy, usta. Znów powoli wróciła pustka, opanowanie. Z każdą kolejną czytaną literą, moje powieki drżały coraz silniej, a z każdym błyszczącym serduszkiem, usta wykrzywiał grymas szczękościsku. Wdech. Wydech.

Do tej pory sądziłem, że są granice. Że człowiek nie może żyć z aparatem przyklejonym do czegoś, co kiedyś było twarzą.
Że nie można mieć czasu na sen, życie, 6 różnych stronek z tysiącami zdjęć własnej twarzy i nakładanie szpachli każdego ranka, nim wzejdzie słońce, by pod wpływem jego promieni, bestia nie zamieniła się w kamień. Sądziłem, że nie istnieje aż taki poziom bezpodstawnego zadufania w sobie. Chciałem wierzyć, że nawet najbardziej zdegenerowany mózg posiada iskierkę samoświadomości. Tak bardzo się myliłem.
Teraz siedzę, otulony kocem. W ciszy. Próbując wymazać z pamięci niedawne minuty życia. Zrozumieć ''po co?''. Bojąc się. Czując strach. Że ich jest więcej. Że ich jest więcej niż nas. Że ich jazgot zagłuszy głos rozsądku. Ilość zamorduje jakość. Utoniemy w fali różu i fluidu. W cekinach. Zaciskając pięści z niemocy i bezradności.
Powiązany wpis: Potworne problemy z mężczyznami
Sądziłem, że widziałem w życiu wiele, że jestem tolerancyjny, opanowany, niewielu rzeczy się boję i niewielu brzydzę.
Umiem wyrazić sporo emocji, opisać wiele rzeczy. Ale to co przemawia przeze mnie teraz, to szok i niedowierzanie.
Na mojej drodze przez przypadek stanęło grube, rozczochrane, różowe, wytapetowane samniewiemco. Machając kuprem
w kolorowych gaciach, krzywiąc swój przeraźliwy pucołowaty pysk, wyskoczyło z ładującej się strony.. Z potokiem lizaczków, piesków, kolorowych literek, błyszczących ozdóbek, serduszek, różu, gifów z alkoholem i słodyczami.. W 12 cm szpilkach.. Moja szczęka mimowolnie uderzyła o blat stolika, drżące wargi próbowały pozbierać odpływające szybko myśli. Ułożyć je
w słowa lub chociaż krzyk obrzydzenia.. Z każdej powierzchni niepokrytej różem, ziały szeroko otwarte ślepia, wykrzywione usta. W tle, złowieszczo przewalały się gadżety każdej możliwej, różowej marki zabawek dla dziewczynek. Brokat, cekiny, ćwieki. Plakaty popowych nastoletnich gwiazdeczek. To wszystko wprawiało mój mózg w szaleńczą dezorientację.. Postępując
w każdą możliwą stronę, przemierzając każdy społecznościowy portal.. Wszędzie widziałem tę wykrzywioną, zamalowaną podkładem twarz. Jeden wielki różowy pop art.. Następna.. Poprzednia.. Strona 1, strona 2, strona 50. Ten sam widok.
Jak różowe kafelki z powtarzającym się wzorem.. Identyczne. Prawie identyczne. Oszołomienie powoli przechodziło
w nerwowy lęk.. Lekkie tiki, niemożność skupienia wzroku. Mózg zaczynał się restartować, odpierając atak różu. Zakryłem twarz dłońmi. Oczy, usta. Znów powoli wróciła pustka, opanowanie. Z każdą kolejną czytaną literą, moje powieki drżały coraz silniej, a z każdym błyszczącym serduszkiem, usta wykrzywiał grymas szczękościsku. Wdech. Wydech.
Do tej pory sądziłem, że są granice. Że człowiek nie może żyć z aparatem przyklejonym do czegoś, co kiedyś było twarzą.
Że nie można mieć czasu na sen, życie, 6 różnych stronek z tysiącami zdjęć własnej twarzy i nakładanie szpachli każdego ranka, nim wzejdzie słońce, by pod wpływem jego promieni, bestia nie zamieniła się w kamień. Sądziłem, że nie istnieje aż taki poziom bezpodstawnego zadufania w sobie. Chciałem wierzyć, że nawet najbardziej zdegenerowany mózg posiada iskierkę samoświadomości. Tak bardzo się myliłem.
Teraz siedzę, otulony kocem. W ciszy. Próbując wymazać z pamięci niedawne minuty życia. Zrozumieć ''po co?''. Bojąc się. Czując strach. Że ich jest więcej. Że ich jest więcej niż nas. Że ich jazgot zagłuszy głos rozsądku. Ilość zamorduje jakość. Utoniemy w fali różu i fluidu. W cekinach. Zaciskając pięści z niemocy i bezradności.
Powiązany wpis: Potworne problemy z mężczyznami
środa, 9 kwietnia 2014
Najlepsze życzenia
~ Zalogowałeś się do pokoju Psychologia.
#_#: Idę do urologa w piątek.
przepoceniec: napuchla ci skóra na penisie od masturbacji?
#_#: Nie.
~przychodzi: wibrująca_mrówka
wibrująca_mrówka: jak zawsze wpadam w najlepszym momencie
KotBazyl: tez tego nie ogarniam
***
Z okazji zbliżających się świąt, koledze #_# życzę zdrowego i wesołego jajka.
#_#: Idę do urologa w piątek.
przepoceniec: napuchla ci skóra na penisie od masturbacji?
#_#: Nie.
~przychodzi: wibrująca_mrówka
wibrująca_mrówka: jak zawsze wpadam w najlepszym momencie
KotBazyl: tez tego nie ogarniam
***
Z okazji zbliżających się świąt, koledze #_# życzę zdrowego i wesołego jajka.
9 kwietnia
Jestem zmęczony. Przyjemnie zmęczony.
Uwielbiam dni, takie jak dziś, kiedy można odetchnąć. Kiedy szum aut za blokami uspokaja, a nie drażni. Pospacerowałem, wkładając świadomie energię w każdy krok. Posiedziałem na ławce, prostując wygodnie nogi. Pozwoliłem sobie nie myśleć, nie słuchać, nie przejmować się, nie martwić, nie planować. Tylko czuć jak wiatr dotyka mojej twarzy.
Dziś świat ma kolor jasnego fioletu, pachnie mdłą wiśnią i ma słodko-gorzki smak.
Pierwsze co robię, po wejściu do domu, to otwarcie na oścież wszystkich okien. Umycie twarzy, rąk. Wypakowanie zakupów, spakowanie torby, by niczego na jutro nie zapomnieć. Potem mrożona kawa i książka do łóżka.
Tak, ja też żyję, też mam co robić za dnia, też muszę jeść i spać. Też mam obowiązki i zmartwienia. Też się boję, śmieję lub zachwycam. Istnieję i cieszę się z tego, co mnie otacza. To jedna z rzeczy, które trzymają mnie przy życiu i ładują moje baterie.
Potrzebuję więcej fioletowych dni.
Uwielbiam dni, takie jak dziś, kiedy można odetchnąć. Kiedy szum aut za blokami uspokaja, a nie drażni. Pospacerowałem, wkładając świadomie energię w każdy krok. Posiedziałem na ławce, prostując wygodnie nogi. Pozwoliłem sobie nie myśleć, nie słuchać, nie przejmować się, nie martwić, nie planować. Tylko czuć jak wiatr dotyka mojej twarzy.
Dziś świat ma kolor jasnego fioletu, pachnie mdłą wiśnią i ma słodko-gorzki smak.
Pierwsze co robię, po wejściu do domu, to otwarcie na oścież wszystkich okien. Umycie twarzy, rąk. Wypakowanie zakupów, spakowanie torby, by niczego na jutro nie zapomnieć. Potem mrożona kawa i książka do łóżka.
Tak, ja też żyję, też mam co robić za dnia, też muszę jeść i spać. Też mam obowiązki i zmartwienia. Też się boję, śmieję lub zachwycam. Istnieję i cieszę się z tego, co mnie otacza. To jedna z rzeczy, które trzymają mnie przy życiu i ładują moje baterie.
Potrzebuję więcej fioletowych dni.
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Tak sobie siedzę
Wstałem sobie rano, względnie wypoczęty, wziąłem się za wiosenne porządki. Większość odkurzania, przestawiania
i odświeżania za mną. Mam zdecydowanie za dużo pudeł w mieszkaniu! W lodówce można się przeglądać, pranie kapie sobie spokojnie do wanny, do tego wynalazłem miejsce do powieszenia kalendarza! A niedługo pierdyknę sobie plakat na ścianę.
Bo jedyne co zerka na mnie, z tej nieszczęsnej i prawie łysej ściany, to Vincent van Gogh - ''View of Arles''.
Odpoczywam, delektuję się, lenię. Pomijając wrzaski dzieciaka z góry - raczę się mięskiem i pomidorową, z ogromną ilością marchewki. Kooocham marchewkę. Próbuję wybrać film do obejrzenia. Może jakiś dramat albo biografię... Albo jakiś serial zacznę...
Obejrzę Star Treka.
No to fajrant.
i odświeżania za mną. Mam zdecydowanie za dużo pudeł w mieszkaniu! W lodówce można się przeglądać, pranie kapie sobie spokojnie do wanny, do tego wynalazłem miejsce do powieszenia kalendarza! A niedługo pierdyknę sobie plakat na ścianę.
Bo jedyne co zerka na mnie, z tej nieszczęsnej i prawie łysej ściany, to Vincent van Gogh - ''View of Arles''.
Odpoczywam, delektuję się, lenię. Pomijając wrzaski dzieciaka z góry - raczę się mięskiem i pomidorową, z ogromną ilością marchewki. Kooocham marchewkę. Próbuję wybrać film do obejrzenia. Może jakiś dramat albo biografię... Albo jakiś serial zacznę...
Obejrzę Star Treka.
No to fajrant.
Subskrybuj:
Posty (Atom)